Ile pokoleń może przetrwać odcinek DNA? Czy DNA autosomalny może potwierdzić dalekie pokrewieństwo? Wiele osób pyta mnie, czy mógłbym podzielić się jakąś historią dotyczącej naszej rodzimej polskiej genealogii i śledzenia genetycznego pokrewieństwa dalszego niż wspólni prapradziadkowie. W końcu nie po wszystkich przodkach dziedziczymy DNA, więc poszukiwania dalszych krewnych mogą okazać się trudniejsze.

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę przenieść się trzysta lat wstecz do Wargowa – wielkopolskiej wioseczki nieopodal Szamotuł i Obornik. Anno Domini MDCLXXIV. Pierwsza zima panowania jego królewskiej mości Jana III Sobieskiego – przezwanego przez Turków Lwem Lechistanu.

Z Wargowa wyrusza saniami do kościoła w Objezierzu pan Gabriel Skórzewski. Parafialne mury wzniesione na długo przed bitwą pod Grunwaldem przykrywa warstwa śniegu. W środku kościoła ksiądz potrząsł właśnie kropidłem nad głową małego Gabrielowica. Od teraz pierwszy syn państwa Skórzewskich nosić będzie imiona Tomasz Andrzej.

Andrzej kiedyś dorośnie. Będzie przewodził 1200-osobowemu pieszemu regimentowi wystawionemu dla króla Stanisława Leszczyńskiego. Później będzie służył jako generał wojsk koronnych. Zostanie czternastokrotnie wybrany marszałkiem sejmiku województw wielkopolskich w Środzie. Przyjdzie mu żyć w czasach wojny domowej między zwolennikami Stanisława Leszczyńskiego a Augusta Mocnego. Sprzeciwi się absolutystycznym upodobaniom Augusta i obecności saskich wojsk w Polsce: pod jego laską zawiązana zostanie konfederacja tarnogrodzka województwa poznańskiego i kaliskiego. Przypłaci to atakiem na swoje dobra, które ograbią w odwecie wojska Augusta. Na kilka lat przed śmiercią zostanie posłem na sejm walny i dołączy do komisji skarbowej regulującej... żołd wojska.

Co za burzliwe czasy! Jego życie było tak mocno wplecione w polityczne wydarzenia Wielkopolski, że często zastanawiam się, jak mogłaby zmienić się nasza historia, gdyby na pewnych etapach swojego życia postąpił choć trochę inaczej. Decyzja generała Skórzewskiego, która miała największy wpływ na moje życie, to jednak nie przyjęcie politycznych obowiązków, ale poślubienie Doroty Choińskiej. Andrzej Skórzewski jest bowiem dla mnie (i paruset krewnych) przede wszystkim pradziadkiem (właściwie: osiem „pra-”) i gdyby tylko nie urodziła mu się córka Marianna, nie byłoby mnie na świecie. Na pewno wielu Czytelników zajmujących się genealogią miało podobne przemyślenia o swoich przodkach – swoje istnienie zawdzięczamy tysiącom mniej lub bardziej nieprawdopodobnych, często zdawałoby się zupełnie drobnych, wydarzeń.

Cząstka DNA pradziadka Skórzewskiego nadal płynie w żyłach mojej rodziny. Te same geny, które ukształtowały osiemnastowiecznego generała, przetrwały przeszło trzysta lat. Skąd o tym wiem?

Dzięki badaniu autosomalnego DNA mojej rodziny odkryłem genetycznych krewnych, którzy również są potomkami Andrzeja Skórzewskiego. Ich przodkami byli generał Franciszek Skórzewski  (na portrecie) i podkomorzy Michał Skórzewski – bracia mojej pra…babki Marianny. Dzięki temu możliwe stało się wyodrębnienie odcinka DNA, który przekazała naszej dwudziestopierwszowiecznej rodzinie generałówna Skórzewska – Marianna Drwęska ze Skórzewskich.

Dzielę się tą historią z własnych poszukiwań, by zachęcić genealogów do korzystania z często niedocenianych dobrodziejstw genealogii genetycznej. To nie tylko świetny sposób na zweryfikowanie prawdziwości papierowej genealogii, ale również dobra droga do nawiązania kontaktu z genetycznymi krewnymi. Nie dajmy się zniechęcić nielicznym głosom, że z DNA autosomalnym nie można wiele zdziałać lub że testy, takie jak Family Finder, pozwalają znaleźć jedynie bliskich krewnych do piątego czy szóstego pokolenia (lub że dają nam tylko kolorowe mapki z pochodzeniem etnicznym). W tym przypadku udało mi się znaleźć genetycznego krewnego, który jest bratem przeprzeprzeprzeprzeprzeciotecznym – najbliżsi wspólni przodkowie w ósmym pokoleniu! To świetna przygoda, a świadomość, że odcinek DNA przeżył i przetrwał tyle wydarzeń z historii naszego kraju, sprawia że przodkowie stają się troszkę bliżsi i bardziej namacalni – w końcu cały czas w nas żyją.

Jaką historię przeżyły Twoje odcinki DNA i do których przodków należały?
Kliknij tutaj, żeby zamówić test DNA.
Do jakiej haplogrupy należeli Piastowie? Czy Piastowie to nasi czy przyjezdni? Kim są ich potomkowie? Od wielu lat toczą się gorące dyskusje na temat prawdziwej tożsamości Kołodzieja, jednak nigdy wcześniej nie byliśmy tak blisko odpowiedzi. Wreszcie poznaliśmy haplogrupę Piastów.

Wygląda na to, że Piastowie należeli do R1b. Dr hab. Tomasz Kozłowski, antropolog z UMK w Toruniu, ujawnił niedawno, że zbadane szczątki księcia mazowieckiego Janusza III (1502-1526) wskazują jednoznacznie na haplogrupę R1b i że nie było możliwości zanieczyszczenia próbki - badania były prowadzone w sterylnych warunkach i nie brał w nich udziału żaden mężczyzna (który mógłby nieopatrznie zanieczyścić książęcy igrek swoim własnym).

Wyniki te wprowadziły niemały zamęt w sieci i przez wielu komentatorów były interpretowane jako dowód na normańskie (lub ogólnie zachodnie) pochodzenie naszych Piastów - "w końcu R1a to Słowianie, a R1b Europa Zachodnia". To ogromne uproszczenie, które może sprowadzić nas na manowce. Rzeczywiście w Polsce co drugi mężczyzna należy do R1a, ale co ósmy do R1b. Trudno zakładać, by ponad dwa miliony Polaków z R1b było Normanami, zwłaszcza że wiemy, że wiele gałązek R1b było obecnych na naszych ziemiach na długo przed Mieszkiem. Błędem jest automatyczne utożsamianie R1a wyłącznie ze Słowianami, a R1b wyłącznie z Germanami lub Normanami. R1b można spotkać w wielu zakątkach świata - w Europie Zachodniej, w Europie Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i nawet w Afryce. Dopiero przyjrzenie się dalszym mutacjom uściśla nam historię danej próbki.

Żeby dowiedzieć się, czy R1b księcia Janusza jest bliższe naszym rodzimym R1b czy normańskim R1b musielibyśmy poznać pełniejszą haplogrupę, która niestety nie została ustalona. Haplogrupa R1b ma (w zależności od szacunków) ok. dwudziestu tysięcy lat. Tak stary wiek haplogrupy nie pozwala na konkretne ustalenie geograficznej ojczyzny Piastów.

Kolejną kwestią, o której musimy pamiętać, to rożnice między pokrewieństwem genealogicznym a biologicznym. Same wyniki ostatniego księcia mazowieckiego nie zdradzają ze stuprocentową pewnością haplogrupy Mieszka I. Mieszko I jest bowiem przodkiem księcia Janusza w szesnastym pokoleniu (czternaście "pra-"). Założenie, że biologiczny łańcuch pokrewieństwa nie został przerwany wcale nie jest oczywiste. Każdy kto zajmuje się genealogią genetyczną wie, że czasem można natrafić na niespodzianki - ojciec wymieniony w dokumentach okazuje się nie być biologicznym ojcem dziecka. Powody tego zjawiska mogą być różne - gwałt, niewierność małżeńska, ukryte adopcje, podmienione dzieci, błędna genealogia itd. Częstotliwość tego zjawiska waha się według różnych badań od mniej niż 1% do 10%, jednak najczęściej przyjmuje się dolną granicę tego przedziału: 1-3%.

Jeśli dla genealogii księcia Janusza przyjmiemy wartość 1,5%, to prawdopodobieństwo, że linia łącząca Mieszka I z Januszem III nie została przerwana wynosi ok. 79%. Gdyby wartość wynosiła w rzeczywistości niewiele więcej, np. 2,5%, to prawdopodobieństwo nieprzerwanego łańcucha genealogicznego spada gwałtownie do 67%, a przy wskaźniku "niewierności" wynoszącym 4,5% prawdopodobieństwo biologicznej zgodności spada poniżej 50%. Niestety nie jesteśmy w stanie ustalić wartości tego wskaźnika dla średniowiecznej Polski - pozostaje nam jedynie opierać się na danych współczesnych, które wcale nie muszą odzwierciedlać realiów średniowiecznych. Lekarstwem na ten problem mogłoby być porównanie wyników księcia Janusza do wyników jego krewnych - jeśli co najmniej trzy linie pochodzące od różnych synów danego antenata są ze sobą zgodne, możemy najczęściej założyć, że właśnie do tej haplogrupy należał przodek.

Cieszmy się więc, że znamy już chociaż cząstkową haplogrupę Janusza III, ale nie zapominajmy, że Piastowie mogli należeć do różnych haplogrup ze względu na biologiczne niespodzianki, które mogły umknąć nie tylko kronikarzom, ale i samym ojcom.

Czy chcesz sprawdzić pochodzenie piastowskie w linii męskiej lub żeńskiej? Kliknij tutaj, by przeczytać więcej o projekcie tropiącym potomków Piastów lub tutaj, by do niego dołączyć (dla osób, które wykonały test DNA).
Skąd pochodzą Piastowie? Do jakiej haplogrupy należeli? Czy żyją wśród nas ich potomkowie? Niebawem będziemy w stanie na te i wiele pokrewnych pytań odpowiedzieć znacznie lepiej niż wszystkie dotychczasowe podręczniki. Kluczem do rozwiązania tych fascynujących zagadek dotyczących początków naszego państwa jest oczywiście DNA.

W 2013 roku ogłoszony został projekt pod kierownictwem prof. dr. hab. Marka Figlerowicza (Instytut Chemii Bioorganicznej PAN) zatytułowany „Dynastia i społeczeństwo państwa Piastów w świetle zintegrowanych badań historycznych, antropologicznych i genomicznych” (jego szczegółowy opis dostępny jest tutaj). W ramach tego przełomowego dla polskiej historii projektu realizowanego przez Poznańskie Centrum Archeogenomiki zostanie zbadanych łącznie ok. 200 próbek z Polski podzielonych na cztery grupy:


  • Grupa NE – próbki osób spoza elity z cmentarzy wiejskich
  • Grupa E – próbki członków elity państwa Piastów (z zamków i grodów)
  • Grupa R – osoby zamieszkujące teren obecnej Wielkopolski w czasach wpływów rzymskich
  • Grupa P – grupa zapewne najbardziej interesująca dla genealogów – DNA pochodzący od samych Piastów


Wyniki tego projektu pomogą odpowiedzieć na szereg pytań, które wielu badaczy i miłośników historii nurtują od pokoleń – czy ludność zamieszkująca tereny naszego kraju była genetycznie jednolita bez względu na status społeczny, czy elity państwa piastowskiego były spokrewnione z samymi Piastami, czy współcześni Polacy są zbliżeni genetycznie do rodaków sprzed tysiąca lat?

Oczywiście są i pytania, które nie dają spokoją wielu genealogom, zwłaszcza tym, którzy skorzystali z dobrodziejstw testów genetycznych – czy Piastowie to nasi, czy napływowi? Może z Moraw? Czy Piastowe były wierne swym Piastom? A jeśli nie były, to w których częściach drzewa Piastów pękły biologiczne ogniwa genealogicznego łańcucha? Kim byli ojcowie nieślubnych Piastów? Genealogicznych pytań można by mnożyć bez liku – jeszcze kilkadziesiąt lat temu te dociekania graniczyłyby z fantastyką.

Czy żyją wśród nas potomkowie Piastów? Oczywiście! Spora część polskiej magnaterii ma wśród przodków Piastów (jednak znaczna większość Polaków nie jest w stanie genealogicznie dowieść pochodzenia od Piastów). Każdy współczesny monarcha Europy ma wśród przodków Kołodzieja. Te linie piastowskiego pochodzenia można co prawda skrupulatnie poprzeć źródłami, ale są one liniami mieszanymi (tzn. w łańcuchu występowali i pradziadkowie, i prababcie). Ze względu na ubytek genetycznych przodków nie wiemy, czy ci potomkowie Piastów odziedziczyli po nich jakąś część DNA. Czy istnieją potomkowie Piastów w linii męskiej? Według oficjalnej historii wszystkie męskie linie Piastów wygasły na Jerzym Wilhelmie, zmarłym w 1675 na zamku w Brzegu (gdzie parę miesięcy temu miałem przyjemność być jednym z mówców konferencji genealogicznej). Jego siostra Karolina była ostatnią Piastówną – zmarła w 1707, a jej serce w srebrnej urnie złożono w kościele św. Klary we Wrocławiu. Czy oficjalna historia jest jednak prawdziwa?

Dołącz do projektu szukającego potomków Piastów

Czy rzeczywiście ostatnim potomkiem w męskiej linii naszej pierwszej polskiej dynastii był Jerzy Wilhelm? To próbuje ustalić założony przeze mnie projekt Dynastia Piastów (ang. Piast Dynasty), który od dzisiaj przyjmuje w swoje szeregi wszystkie osoby, które podejrzewają piastowskie pochodzenie lub chciałaby je z czystej ciekawości sprawdzić. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się zidentyfikować chromosomalnych i mitochondrialnych spadkobierców Piastów. Gdy tylko wyniki prac Poznańskiego Centrum Archeogenomiki zostaną opublikowane, członkowie projektu Dynastia Piastów, których DNA okaże się zgodny z piastowskimi próbkami, otrzymają indywidualne wiadomości o piastowskim pokrewieństwie.

Jak możesz przyczynić się do tropienia współczesnych potomków Piastów? Jeśli zbadałeś chromosom Y lub DNA mitochondrialny w FTDNA, kliknij tutaj, żeby dołączyć do projektu (jeśli jeszcze nie badałeś DNA, przeczytaj o wyborze właściwego testu genetycznego tutaj). Polub także nową stronę na Facebooku "Piast DNA", która w przyszłości będzie informowała o nowych odkryciach dotyczących DNA Piastów. Możesz też dołączyć do newsletteru "Genewieści", udostępnić artykuł i oczywiście zachęcić krewnych i znajomych do zbadania swojego DNA - kto wie, może w ich żyłach też płynie piastowska krew?
Badanie Y-DNA przynosi wiele korzyści genealogicznych – pozwala odkryć genetyczne pochodzenie rodziny w bezpośredniej linii męskiej, jej niedawną, jak i odległą historię, a także nawiązać kontakt z genetycznymi krewnymi. Jak jednak praktycznie wyglądają badania chromosomu Y? Czego powinniśmy oczekiwać pod kątem genealogicznym i jaką strategię najlepiej jest obrać? Jak wyglądają wyniki Y-DNA?

Niedawno zajmowałem się badaniem historii pewnej rodziny, której bezpośrednia męska linia urywa się na urodzonym w latach 20. XIX wieku przodku. Według aktu zgonu z 1910 jego rodzice byli nieznani. Nie było w tamtych latach rzeczą nadzwyczajną, by osoba zgłaszająca zgon nie znała rodziców zmarłego – zwykle w takich sytuacjach genealogom przychodzą z pomocą wcześniejsze akta małżeństw lub urodzeń. Niestety w tym wypadku nie zachowały się z poszukiwanych lat żadne z tych dokumentów, a dostęp do źródeł pomocniczych był również mocno ograniczony.

By rozwiązać zagadkę, zacząłem oczywiście od zbadania autosomalnego DNA jak największej liczby potomków tajemniczego protoplasty (ze względu na genetyczny ubytek przodków). Zabezpieczyłem w ten sposób genetyczną historię rodziny, która z każdym pokoleniem zostaje uszczuplona o 50%. Porównując DNA dalekich krewnych, udało mi się wyizolować odcinki DNA, które mogły zostać odziedziczone po poszukiwanym antenacie.


Na szczęście męska linia rodu nie wygasła, a jeden z jej przedstawicieli zgodził się użyczyć z policzków chromosomu Y. Zbadanie jego próbki testem Y37 pozwoliło na określenie wartości poszczególnych markerów, tzw. krótkich powtórzeń tandemowych (KPT-ów). Na tej podstawie można oszacować haplogrupę – „genetyczne nazwisko”, które w niemal niezmienionej postaci dziedziczone jest z ojca na syna. Co jakiś czas w danej linii pojawia się nowa mutacja, która staje się nową gałązką (np. R1a1a jest potomkiem R1a1, a R1a1 jest potomkiem R1a). Dzięki temu jesteśmy w stanie rozróżniać genetyczne rody i śledzić ich migracje aż od czasów chromosomalnego Adama.

Niespodzianka – okazało się, że tajemniczy przodek należał do jednej z najrzadszych haplogrup w Polsce. Według FTDNA był członkiem haplogrupy E-M35 (E1b1b1), genetycznej linii, do której należy zaledwie ok. 5% Polaków (dla porównania do R1a1a należy dziesięciokrotnie więcej rodaków). Ta gałąź filogenetycznego drzewa ludzkości powstała ok. 15-30 tysięcy lat temu na Półwyspie Somalijskim lub w okolicach Bliskiego Wschodu. Dziś jest dominującą haplogrupą wśród Berberów, Arabów marokańskich, Somalijczyków, Oromów (plemiona kuszyckie z Etiopii i Kenii) czy Masalitów (z Sudanu i Czadu). W Europie występuje dość często u Greków, Albańczyków z Kosowa, Hiszpanów z Kantabrii czy południowych Włochów. Wynik to dla naszej zachodniosłowiańskiej Polski stosunkowo rzadki.

Tak samo jak drzewa genealogiczne dzielą się na konary, które rozchodzą się na gałęzie i coraz to mniejsze gałązki, tak samo drzewa genetyczne dzielą się na mniejsze haplogrupy. Po ręcznej analizie wyników udało mi się ustalić, że miałem najprawdopodobniej do czynienia z jedną z głównych gałązek E-M35, tj. E-V13 (E1b1b1a1b1a), młodszą o pięć poziomów – szacuje się, że powstała ok. 6-9 tys. lat temu w Zachodniej Azji. Należy do niej ok. 2-3% Polaków; to uściśla historyczne dociekania o genetycznym pochodzeniu przodka i przybliża nas do współcześniejszych nam czasów. Dodatkowo zawęża pulę genetycznych krewnych…

…których i tak było jak na lekarstwo. Na poziomie 37 i 25 markerów nie było żadnych krewnych. Na poziomie dwunastu markerów krewnych było już nieco ponad setkę, jednak znaczną większość z tych krewnych można było wykluczyć jako możliwych kandydatów na genealogicznych krewnych. Jeden genetyczny krewny był z Polski, niestety wyłączył możliwość kontaktu. Najpewniej ze stratą dla obu stron.

FTDNA przedstawia podsumowanie krajów i grup etnicznych, z których pochodzą genetyczni krewni – nawet więc gdy zdarzy się, że nie odkryjemy żadnych bliskich genetycznych krewnych, to i tak możemy dowiedzieć się czegoś więcej o pochodzeniu bezpośredniej męskiej linii rodu. Okazało się, że ponad stu krewnych miało pochodzenie żydowskie – aszkenazyjskie lub sefardyjskie (20% Żydów aszkenazyjzkich – w tym Albert Einstein – należy do haplogrupy E1b). Wszyscy członkowie badanej rodziny mieli częściowo żydowskie korzenie, potwierdzone za pomocą autosomalnego DNA (choć papierowa genealogia na ten temat milczała). Czy możliwe, by źródłem żydowskiego DNA była ta bezpośrednia męska linia?

Zbadanie dodatkowych markerów (np. Y67 lub Y111) nie ułatwiłoby w tym przypadku poszukiwań. Jeśli osoba nie ma krewnych na poziomie 37 markerów, najprawdopodobniej nie ma ich również na wyższych poziomach. Czy oznacza to, że poszukiwania dobiegły kresu i pozostaje tylko cierpliwie wyczekiwać na pojawienie się nowego krewnego?

Co prawda miło byłoby obudzić się, zalogować się i zobaczyć na liście nowego bliższego krewnego – na pewno tak się kiedyś stanie. Wiele osób badających chromosom Y nie musi czekać w ogóle i od razu odkrywa bliskich genetycznych krewnych – tym bardziej jest więc, przynajmniej na początku, frustrujące odkrycie, że haplogrupa jest rzadka - w bazie jest mnóstwo dalekich krewnych, a bliskich krewnych nie ma w ogóle. Z drugiej strony, gdyby rodzina nie zdecydowała się na badanie, nigdy nie dowiedziałaby się o swoim rzadkim pochodzeniu. Wśród czytelników tego blogu na pewno jest sporo przedstawicieli  jeszcze rzadszych i mniej poznanych gałęzi genetycznych, którzy mogą sobie nawet nie zdawać sprawy z niezwykle ciekawych dziejów własnych przodków. Na próżno szukać ich w starych dokumentach.

W genealogii genetycznej jest niewiele przeszkód nie do obejścia – przygoda z tajemniczym rodowodem nie dobiegła więc tutaj końca. Kolejnym krokiem było wykonanie pełnego sekwencjonowania chromosomu Y, które pozwoliło na możliwie najdokładniejsze zawężenie haplogrupy i bliższe poznanie historii – jak się okazało – przybyłych tysiące lat temu z Afryki przodków. Czy gałąź rzeczywiście była żydowska? Kim tak naprawdę byli tajemniczy przodkowie i co ich łączyło z braćmi Wrightami i 36-tym prezydentem Stanów Zjednoczonych? Więcej w kolejnym artykule.

Do jakiej haplogrupy należeli Państwa przodkowie? Jakie dzieje są zapisane w ich DNA? Żeby zamówić test badający chromosom Y, proszę kliknąć tutaj.

Bardzo często otrzymuję od szanownych Czytelników listy z pytaniem, czy mogę polecić jakąś polską firmę zajmującą się badaniem DNA. Chociaż wspomniałem krótko o polskich firmach w artykułach "Zbadaj DNA" i "Często zadawane pytania o genealogii genetycznej", to ze względu na rosnącą liczbę pytań, wydaje mi się, że temat zasługuje na osobny tekst.

Zanim zdecydujemy się na wybór testu, powinniśmy zadać sobie kilka pytań:

  1. Czego chcemy się dowiedzieć?
  2. Jakie techniczne kryteria powinien spełniać test genetyczny?
  3. Jakie możliwości oferuje baza danych?
  4. Czy cena odpowiada jakości produktu?
Z góry przepraszam, że tekst zawiera pewne specjalistyczne terminy - postarałem się ograniczyć je do niezbędnego minimum, niemniej jednak są one niezbędne, by sprawiedliwie ocenić sytuację polskiego rynku i ostrzec osoby zainteresowane zbadaniem DNA przed stratnym zakupem. Nie wymieniam w artykule polskich firm z nazw, dlatego że nie mogę niestety o nich wiele dobrego powiedzieć. 

Istnieją trzy główne rodzaje testu genetycznego - autosomalny DNA i chromosom X, chromosom Y, a także DNA mitochondrialny. Autosomalny DNA (badany np. Family Finderem) zawiera najwięcej informacji o naszych przodkach, gdyż dziedziczymy go po wszystkich prapradziadkach i wielu wcześniejszych pokoleniach (więcej na ten temat tutaj). Zbadanie chromosomu Y (np. Y-37) pozwala na prześledzenie wyłącznie bezpośredniej męskiej linii przodków i ustalenie męskiej haplogrupy (test może być wykonany tylko przez mężczyzn). DNA mitochondrialny zawiera informacje o naszej bezpośredniej żeńskiej linii przodków i zbadanie go pozwala na ustalenie mitochondrialnej haplogrupy (test może być wykonany przez każdą osobę bez względu na płeć). Więcej informacji na temat każdego z tych testów można znaleźć w poprzednich artykułach (np. "5 powodów by zbadać chromosom Y", "Po co badać mtDNA?", "Ile mam wspólnego DNA z danym krewnym?").

Żeby test był przydatny dla celów genealogicznych, musi spełniać pewne kryteria techniczne. Test badający DNA autosomalny i chromosom X powinien badać co najmniej pół miliona PPN-ów (polimorfizmów pojedynczego nukleotydu). Badanie chromosomu Y powinno najczęściej obejmować co najmniej 37 KPT-ów (ang. STR-ów). Ze względu na niewielkie rozmiary DNA mitochondrialnego, w tym wypadku powinniśmy zdecydować się na pełne sekwencjonowanie (całości mtDNA, a nie tylko hiperzmiennych regionów).

Już na tym etapie natrafiamy na dość poważne problemy w polskich firmach oferujących testy DNA. Jedna z firm oferuje "najdokładniejszy" test chromosomu Y za 1100 złotych (!). Bada on "20 loci" (a wiele firm bada jeszcze mniej - 17). Nie wiemy, jakie są to loci, nie wiemy, czy są to KPT-y, czy PPN-y (najprawdopodobniej KPT-y). Bez względu na to, jakie są to markery (jest to istotne, bo tempo mutacji poszczególnych markerów często różni się znacząco i nie wszystkie są powszechnie używane do celów genealogicznych), to dwadzieścia markerów dla celów genealogicznych to zdecydowanie za mało. Dla porównania Family Tree DNA oferuje nie dwadzieścia, a trzydzieści siedem markerów (Y37) i to za zdecydowanie niższą cenę (ok. 700 złotych). Podobnie przedstawia się sytuacja z DNA mitochondrialnym. Wiele firm oferuje zbadanie wyłącznie regionu kontrolnego lub hiperzmiennych regionów. Jedna z firm (związana z uczelnią) bada co prawda pełen genom mitochondrialny, ale za niebotyczną cenę prawie 3 000 złotych! Dla porównania FTDNA oferuje takie samo badanie (pełne sekwencjonowanie mtDNA) za przeszło trzy razy niższą cenę (ok. 800 złotych).

Nie znalazłem polskich firm oferujących testy badające autosomalny DNA. Z wyjątkiem firm, które obiecują dopasować dietę na podstawie analizy PPN-ów z kilku wybranych genów lub ustalić inne predyspozycje z równie wąskich badań (np. kilka mutacji). Tak jak w przypadku innych testów wyniki te są zupełnie nieprzydatne, a ceny wielokrotnie wyższe od tych oferowanych przez firmy zagraniczne. Niektóre firmy wymagają dodatkowo płatnego izolowania DNA z krwi (genealogiczne zestawy genetyczne wymagają pobrania albo śliny, albo potarcia wewnętrznej strony policzków, a izolowanie DNA jest wliczone w cenę). Warto pamiętać, że zagraniczne firmy oferują wysokiej jakości testy autosomalne za ok. 300 złotych (np. Family Finder).

Należy wspomnieć jeszcze o braku dostępu do jakiejkolwiek bazy genetycznej pozwalającej na nawiązanie kontaktu z genetycznymi krewnymi. Wykonując testy genetyczne bezpośrednio w wiodących firmach zagranicznych, odkryjemy co najmniej kilkuset krewnych. W rodzimych firmach, nie dość że zapłacimy więcej, otrzymamy często wyniki gorszej jakości, to do tego nie uzyskamy dostępu do żadnej bazy danych, która mogłaby nam pomóc w badaniach genealogicznych.

Wiele z tych firm jest w rzeczywistości firmami pośredniczącymi, które próbki DNA i tak wysyłają do zagranicznych laboratoriów (czyli płacimy podwójną marżę) lub skupują testy z renomowanych firm, by odsprzedać je za drożej. Część z nich prezentuje na swoich stronach wartości zupełnie sprzeczne z etyką genealogii genetycznej (np. zachęcanie do wysłania włosa, papierosa lub szczoteczki członków rodziny przy podejrzeniu o zdradę - dyskrecja gwarantowana!). To co łączy wszystkie te polskie firmy, to wygórowane ceny, które w firmach zagranicznych - nawet po doliczeniu kosztów przesyłki - są kilkukrotnie niższe. 

Doskonale rozumiem poczucie ekonomicznego patriotyzmu (tak moi wielkopolscy przodkowie walczyli z zaborcą), zdaję sobie także sprawę z chęci ograniczenia kosztów przesyłki. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie kryteria istotne z genealogiczno-ekonomicznego punktu widzenia, nie tylko nie mogę polecić żadnej polskiej firmy, ale muszę przed nimi stanowczo ostrzec wszystkich Czytelników, którzy nie mieli jeszcze sposobności zająć się genealogią genetyczną praktycznie. Być może w przyszłości rzeczywistość polskiego rynku się zmieni, ale do odwołania proszę traktować ten artykuł jako odpowiedź na pytania dotyczące polskich firm sprzedających testy DNA. Wspierajmy te firmy, które rzeczywiście pomagają w poszukiwaniach genealogicznych i nie dajmy sobie sprzedać kota w worku.

Żeby zamówić sprawdzony genealogiczny test genetyczny i lepiej poznać rodzinną przeszłość, proszę kliknąć tutaj.
Obsługiwane przez usługę Blogger.