Skąd pochodzą Piastowie? Do jakiej haplogrupy należeli? Czy żyją wśród nas ich potomkowie? Niebawem będziemy w stanie na te i wiele pokrewnych pytań odpowiedzieć znacznie lepiej niż wszystkie dotychczasowe podręczniki. Kluczem do rozwiązania tych fascynujących zagadek dotyczących początków naszego państwa jest oczywiście DNA.

W 2013 roku ogłoszony został projekt pod kierownictwem prof. dr. hab. Marka Figlerowicza (Instytut Chemii Bioorganicznej PAN) zatytułowany „Dynastia i społeczeństwo państwa Piastów w świetle zintegrowanych badań historycznych, antropologicznych i genomicznych” (jego szczegółowy opis dostępny jest tutaj). W ramach tego przełomowego dla polskiej historii projektu realizowanego przez Poznańskie Centrum Archeogenomiki zostanie zbadanych łącznie ok. 200 próbek z Polski podzielonych na cztery grupy:


  • Grupa NE – próbki osób spoza elity z cmentarzy wiejskich
  • Grupa E – próbki członków elity państwa Piastów (z zamków i grodów)
  • Grupa R – osoby zamieszkujące teren obecnej Wielkopolski w czasach wpływów rzymskich
  • Grupa P – grupa zapewne najbardziej interesująca dla genealogów – DNA pochodzący od samych Piastów


Wyniki tego projektu pomogą odpowiedzieć na szereg pytań, które wielu badaczy i miłośników historii nurtują od pokoleń – czy ludność zamieszkująca tereny naszego kraju była genetycznie jednolita bez względu na status społeczny, czy elity państwa piastowskiego były spokrewnione z samymi Piastami, czy współcześni Polacy są zbliżeni genetycznie do rodaków sprzed tysiąca lat?

Oczywiście są i pytania, które nie dają spokoją wielu genealogom, zwłaszcza tym, którzy skorzystali z dobrodziejstw testów genetycznych – czy Piastowie to nasi, czy napływowi? Może z Moraw? Czy Piastowe były wierne swym Piastom? A jeśli nie były, to w których częściach drzewa Piastów pękły biologiczne ogniwa genealogicznego łańcucha? Kim byli ojcowie nieślubnych Piastów? Genealogicznych pytań można by mnożyć bez liku – jeszcze kilkadziesiąt lat temu te dociekania graniczyłyby z fantastyką.

Czy żyją wśród nas potomkowie Piastów? Oczywiście! Spora część polskiej magnaterii ma wśród przodków Piastów (jednak znaczna większość Polaków nie jest w stanie genealogicznie dowieść pochodzenia od Piastów). Każdy współczesny monarcha Europy ma wśród przodków Kołodzieja. Te linie piastowskiego pochodzenia można co prawda skrupulatnie poprzeć źródłami, ale są one liniami mieszanymi (tzn. w łańcuchu występowali i pradziadkowie, i prababcie). Ze względu na ubytek genetycznych przodków nie wiemy, czy ci potomkowie Piastów odziedziczyli po nich jakąś część DNA. Czy istnieją potomkowie Piastów w linii męskiej? Według oficjalnej historii wszystkie męskie linie Piastów wygasły na Jerzym Wilhelmie, zmarłym w 1675 na zamku w Brzegu (gdzie parę miesięcy temu miałem przyjemność być jednym z mówców konferencji genealogicznej). Jego siostra Karolina była ostatnią Piastówną – zmarła w 1707, a jej serce w srebrnej urnie złożono w kościele św. Klary we Wrocławiu. Czy oficjalna historia jest jednak prawdziwa?

Dołącz do projektu szukającego potomków Piastów

Czy rzeczywiście ostatnim potomkiem w męskiej linii naszej pierwszej polskiej dynastii był Jerzy Wilhelm? To próbuje ustalić założony przeze mnie projekt Dynastia Piastów (ang. Piast Dynasty), który od dzisiaj przyjmuje w swoje szeregi wszystkie osoby, które podejrzewają piastowskie pochodzenie lub chciałaby je z czystej ciekawości sprawdzić. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się zidentyfikować chromosomalnych i mitochondrialnych spadkobierców Piastów. Gdy tylko wyniki prac Poznańskiego Centrum Archeogenomiki zostaną opublikowane, członkowie projektu Dynastia Piastów, których DNA okaże się zgodny z piastowskimi próbkami, otrzymają indywidualne wiadomości o piastowskim pokrewieństwie.

Jak możesz przyczynić się do tropienia współczesnych potomków Piastów? Jeśli zbadałeś chromosom Y lub DNA mitochondrialny w FTDNA, kliknij tutaj, żeby dołączyć do projektu (jeśli jeszcze nie badałeś DNA, przeczytaj o wyborze właściwego testu genetycznego tutaj). Polub także nową stronę na Facebooku "Piast DNA", która w przyszłości będzie informowała o nowych odkryciach dotyczących DNA Piastów. Możesz też dołączyć do newsletteru "Genewieści", udostępnić artykuł i oczywiście zachęcić krewnych i znajomych do zbadania swojego DNA - kto wie, może w ich żyłach też płynie piastowska krew?
Badanie Y-DNA przynosi wiele korzyści genealogicznych – pozwala odkryć genetyczne pochodzenie rodziny w bezpośredniej linii męskiej, jej niedawną, jak i odległą historię, a także nawiązać kontakt z genetycznymi krewnymi. Jak jednak praktycznie wyglądają badania chromosomu Y? Czego powinniśmy oczekiwać pod kątem genealogicznym i jaką strategię najlepiej jest obrać? Jak wyglądają wyniki Y-DNA?

Niedawno zajmowałem się badaniem historii pewnej rodziny, której bezpośrednia męska linia urywa się na urodzonym w latach 20. XIX wieku przodku. Według aktu zgonu z 1910 jego rodzice byli nieznani. Nie było w tamtych latach rzeczą nadzwyczajną, by osoba zgłaszająca zgon nie znała rodziców zmarłego – zwykle w takich sytuacjach genealogom przychodzą z pomocą wcześniejsze akta małżeństw lub urodzeń. Niestety w tym wypadku nie zachowały się z poszukiwanych lat żadne z tych dokumentów, a dostęp do źródeł pomocniczych był również mocno ograniczony.

By rozwiązać zagadkę, zacząłem oczywiście od zbadania autosomalnego DNA jak największej liczby potomków tajemniczego protoplasty (ze względu na genetyczny ubytek przodków). Zabezpieczyłem w ten sposób genetyczną historię rodziny, która z każdym pokoleniem zostaje uszczuplona o 50%. Porównując DNA dalekich krewnych, udało mi się wyizolować odcinki DNA, które mogły zostać odziedziczone po poszukiwanym antenacie.


Na szczęście męska linia rodu nie wygasła, a jeden z jej przedstawicieli zgodził się użyczyć z policzków chromosomu Y. Zbadanie jego próbki testem Y37 pozwoliło na określenie wartości poszczególnych markerów, tzw. krótkich powtórzeń tandemowych (KPT-ów). Na tej podstawie można oszacować haplogrupę – „genetyczne nazwisko”, które w niemal niezmienionej postaci dziedziczone jest z ojca na syna. Co jakiś czas w danej linii pojawia się nowa mutacja, która staje się nową gałązką (np. R1a1a jest potomkiem R1a1, a R1a1 jest potomkiem R1a). Dzięki temu jesteśmy w stanie rozróżniać genetyczne rody i śledzić ich migracje aż od czasów chromosomalnego Adama.

Niespodzianka – okazało się, że tajemniczy przodek należał do jednej z najrzadszych haplogrup w Polsce. Według FTDNA był członkiem haplogrupy E-M35 (E1b1b1), genetycznej linii, do której należy zaledwie ok. 5% Polaków (dla porównania do R1a1a należy dziesięciokrotnie więcej rodaków). Ta gałąź filogenetycznego drzewa ludzkości powstała ok. 15-30 tysięcy lat temu na Półwyspie Somalijskim lub w okolicach Bliskiego Wschodu. Dziś jest dominującą haplogrupą wśród Berberów, Arabów marokańskich, Somalijczyków, Oromów (plemiona kuszyckie z Etiopii i Kenii) czy Masalitów (z Sudanu i Czadu). W Europie występuje dość często u Greków, Albańczyków z Kosowa, Hiszpanów z Kantabrii czy południowych Włochów. Wynik to dla naszej zachodniosłowiańskiej Polski stosunkowo rzadki.

Tak samo jak drzewa genealogiczne dzielą się na konary, które rozchodzą się na gałęzie i coraz to mniejsze gałązki, tak samo drzewa genetyczne dzielą się na mniejsze haplogrupy. Po ręcznej analizie wyników udało mi się ustalić, że miałem najprawdopodobniej do czynienia z jedną z głównych gałązek E-M35, tj. E-V13 (E1b1b1a1b1a), młodszą o pięć poziomów – szacuje się, że powstała ok. 6-9 tys. lat temu w Zachodniej Azji. Należy do niej ok. 2-3% Polaków; to uściśla historyczne dociekania o genetycznym pochodzeniu przodka i przybliża nas do współcześniejszych nam czasów. Dodatkowo zawęża pulę genetycznych krewnych…

…których i tak było jak na lekarstwo. Na poziomie 37 i 25 markerów nie było żadnych krewnych. Na poziomie dwunastu markerów krewnych było już nieco ponad setkę, jednak znaczną większość z tych krewnych można było wykluczyć jako możliwych kandydatów na genealogicznych krewnych. Jeden genetyczny krewny był z Polski, niestety wyłączył możliwość kontaktu. Najpewniej ze stratą dla obu stron.

FTDNA przedstawia podsumowanie krajów i grup etnicznych, z których pochodzą genetyczni krewni – nawet więc gdy zdarzy się, że nie odkryjemy żadnych bliskich genetycznych krewnych, to i tak możemy dowiedzieć się czegoś więcej o pochodzeniu bezpośredniej męskiej linii rodu. Okazało się, że ponad stu krewnych miało pochodzenie żydowskie – aszkenazyjskie lub sefardyjskie (20% Żydów aszkenazyjzkich – w tym Albert Einstein – należy do haplogrupy E1b). Wszyscy członkowie badanej rodziny mieli częściowo żydowskie korzenie, potwierdzone za pomocą autosomalnego DNA (choć papierowa genealogia na ten temat milczała). Czy możliwe, by źródłem żydowskiego DNA była ta bezpośrednia męska linia?

Zbadanie dodatkowych markerów (np. Y67 lub Y111) nie ułatwiłoby w tym przypadku poszukiwań. Jeśli osoba nie ma krewnych na poziomie 37 markerów, najprawdopodobniej nie ma ich również na wyższych poziomach. Czy oznacza to, że poszukiwania dobiegły kresu i pozostaje tylko cierpliwie wyczekiwać na pojawienie się nowego krewnego?

Co prawda miło byłoby obudzić się, zalogować się i zobaczyć na liście nowego bliższego krewnego – na pewno tak się kiedyś stanie. Wiele osób badających chromosom Y nie musi czekać w ogóle i od razu odkrywa bliskich genetycznych krewnych – tym bardziej jest więc, przynajmniej na początku, frustrujące odkrycie, że haplogrupa jest rzadka - w bazie jest mnóstwo dalekich krewnych, a bliskich krewnych nie ma w ogóle. Z drugiej strony, gdyby rodzina nie zdecydowała się na badanie, nigdy nie dowiedziałaby się o swoim rzadkim pochodzeniu. Wśród czytelników tego blogu na pewno jest sporo przedstawicieli  jeszcze rzadszych i mniej poznanych gałęzi genetycznych, którzy mogą sobie nawet nie zdawać sprawy z niezwykle ciekawych dziejów własnych przodków. Na próżno szukać ich w starych dokumentach.

W genealogii genetycznej jest niewiele przeszkód nie do obejścia – przygoda z tajemniczym rodowodem nie dobiegła więc tutaj końca. Kolejnym krokiem było wykonanie pełnego sekwencjonowania chromosomu Y, które pozwoliło na możliwie najdokładniejsze zawężenie haplogrupy i bliższe poznanie historii – jak się okazało – przybyłych tysiące lat temu z Afryki przodków. Czy gałąź rzeczywiście była żydowska? Kim tak naprawdę byli tajemniczy przodkowie i co ich łączyło z braćmi Wrightami i 36-tym prezydentem Stanów Zjednoczonych? Więcej w kolejnym artykule.

Do jakiej haplogrupy należeli Państwa przodkowie? Jakie dzieje są zapisane w ich DNA? Żeby zamówić test badający chromosom Y, proszę kliknąć tutaj.

Bardzo często otrzymuję od szanownych Czytelników listy z pytaniem, czy mogę polecić jakąś polską firmę zajmującą się badaniem DNA. Chociaż wspomniałem krótko o polskich firmach w artykułach "Zbadaj DNA" i "Często zadawane pytania o genealogii genetycznej", to ze względu na rosnącą liczbę pytań, wydaje mi się, że temat zasługuje na osobny tekst.

Zanim zdecydujemy się na wybór testu, powinniśmy zadać sobie kilka pytań:

  1. Czego chcemy się dowiedzieć?
  2. Jakie techniczne kryteria powinien spełniać test genetyczny?
  3. Jakie możliwości oferuje baza danych?
  4. Czy cena odpowiada jakości produktu?
Z góry przepraszam, że tekst zawiera pewne specjalistyczne terminy - postarałem się ograniczyć je do niezbędnego minimum, niemniej jednak są one niezbędne, by sprawiedliwie ocenić sytuację polskiego rynku i ostrzec osoby zainteresowane zbadaniem DNA przed stratnym zakupem. Nie wymieniam w artykule polskich firm z nazw, dlatego że nie mogę niestety o nich wiele dobrego powiedzieć. 

Istnieją trzy główne rodzaje testu genetycznego - autosomalny DNA i chromosom X, chromosom Y, a także DNA mitochondrialny. Autosomalny DNA (badany np. Family Finderem) zawiera najwięcej informacji o naszych przodkach, gdyż dziedziczymy go po wszystkich prapradziadkach i wielu wcześniejszych pokoleniach (więcej na ten temat tutaj). Zbadanie chromosomu Y (np. Y-37) pozwala na prześledzenie wyłącznie bezpośredniej męskiej linii przodków i ustalenie męskiej haplogrupy (test może być wykonany tylko przez mężczyzn). DNA mitochondrialny zawiera informacje o naszej bezpośredniej żeńskiej linii przodków i zbadanie go pozwala na ustalenie mitochondrialnej haplogrupy (test może być wykonany przez każdą osobę bez względu na płeć). Więcej informacji na temat każdego z tych testów można znaleźć w poprzednich artykułach (np. "5 powodów by zbadać chromosom Y", "Po co badać mtDNA?", "Ile mam wspólnego DNA z danym krewnym?").

Żeby test był przydatny dla celów genealogicznych, musi spełniać pewne kryteria techniczne. Test badający DNA autosomalny i chromosom X powinien badać co najmniej pół miliona PPN-ów (polimorfizmów pojedynczego nukleotydu). Badanie chromosomu Y powinno najczęściej obejmować co najmniej 37 KPT-ów (ang. STR-ów). Ze względu na niewielkie rozmiary DNA mitochondrialnego, w tym wypadku powinniśmy zdecydować się na pełne sekwencjonowanie (całości mtDNA, a nie tylko hiperzmiennych regionów).

Już na tym etapie natrafiamy na dość poważne problemy w polskich firmach oferujących testy DNA. Jedna z firm oferuje "najdokładniejszy" test chromosomu Y za 1100 złotych (!). Bada on "20 loci" (a wiele firm bada jeszcze mniej - 17). Nie wiemy, jakie są to loci, nie wiemy, czy są to KPT-y, czy PPN-y (najprawdopodobniej KPT-y). Bez względu na to, jakie są to markery (jest to istotne, bo tempo mutacji poszczególnych markerów często różni się znacząco i nie wszystkie są powszechnie używane do celów genealogicznych), to dwadzieścia markerów dla celów genealogicznych to zdecydowanie za mało. Dla porównania Family Tree DNA oferuje nie dwadzieścia, a trzydzieści siedem markerów (Y37) i to za zdecydowanie niższą cenę (ok. 700 złotych). Podobnie przedstawia się sytuacja z DNA mitochondrialnym. Wiele firm oferuje zbadanie wyłącznie regionu kontrolnego lub hiperzmiennych regionów. Jedna z firm (związana z uczelnią) bada co prawda pełen genom mitochondrialny, ale za niebotyczną cenę prawie 3 000 złotych! Dla porównania FTDNA oferuje takie samo badanie (pełne sekwencjonowanie mtDNA) za przeszło trzy razy niższą cenę (ok. 800 złotych).

Nie znalazłem polskich firm oferujących testy badające autosomalny DNA. Z wyjątkiem firm, które obiecują dopasować dietę na podstawie analizy PPN-ów z kilku wybranych genów lub ustalić inne predyspozycje z równie wąskich badań (np. kilka mutacji). Tak jak w przypadku innych testów wyniki te są zupełnie nieprzydatne, a ceny wielokrotnie wyższe od tych oferowanych przez firmy zagraniczne. Niektóre firmy wymagają dodatkowo płatnego izolowania DNA z krwi (genealogiczne zestawy genetyczne wymagają pobrania albo śliny, albo potarcia wewnętrznej strony policzków, a izolowanie DNA jest wliczone w cenę). Warto pamiętać, że zagraniczne firmy oferują wysokiej jakości testy autosomalne za ok. 300 złotych (np. Family Finder).

Należy wspomnieć jeszcze o braku dostępu do jakiejkolwiek bazy genetycznej pozwalającej na nawiązanie kontaktu z genetycznymi krewnymi. Wykonując testy genetyczne bezpośrednio w wiodących firmach zagranicznych, odkryjemy co najmniej kilkuset krewnych. W rodzimych firmach, nie dość że zapłacimy więcej, otrzymamy często wyniki gorszej jakości, to do tego nie uzyskamy dostępu do żadnej bazy danych, która mogłaby nam pomóc w badaniach genealogicznych.

Wiele z tych firm jest w rzeczywistości firmami pośredniczącymi, które próbki DNA i tak wysyłają do zagranicznych laboratoriów (czyli płacimy podwójną marżę) lub skupują testy z renomowanych firm, by odsprzedać je za drożej. Część z nich prezentuje na swoich stronach wartości zupełnie sprzeczne z etyką genealogii genetycznej (np. zachęcanie do wysłania włosa, papierosa lub szczoteczki członków rodziny przy podejrzeniu o zdradę - dyskrecja gwarantowana!). To co łączy wszystkie te polskie firmy, to wygórowane ceny, które w firmach zagranicznych - nawet po doliczeniu kosztów przesyłki - są kilkukrotnie niższe. 

Doskonale rozumiem poczucie ekonomicznego patriotyzmu (tak moi wielkopolscy przodkowie walczyli z zaborcą), zdaję sobie także sprawę z chęci ograniczenia kosztów przesyłki. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie kryteria istotne z genealogiczno-ekonomicznego punktu widzenia, nie tylko nie mogę polecić żadnej polskiej firmy, ale muszę przed nimi stanowczo ostrzec wszystkich Czytelników, którzy nie mieli jeszcze sposobności zająć się genealogią genetyczną praktycznie. Być może w przyszłości rzeczywistość polskiego rynku się zmieni, ale do odwołania proszę traktować ten artykuł jako odpowiedź na pytania dotyczące polskich firm sprzedających testy DNA. Wspierajmy te firmy, które rzeczywiście pomagają w poszukiwaniach genealogicznych i nie dajmy sobie sprzedać kota w worku.

Żeby zamówić sprawdzony genealogiczny test genetyczny i lepiej poznać rodzinną przeszłość, proszę kliknąć tutaj.
Chromosom Y jest bardzo przydatnym genealogicznym testem DNA, dzięki któremu jesteśmy w stanie lepiej poznać przeszłość rodu i nazwiska. Ze względu na tradycję dziedziczenia nazwisk w linii męskiej wiele osób tworząc drzewo genealogiczne, skupia się przede wszystkim na męskim pniu. Dzięki zbadaniu chromosomu Y możemy dowiedzieć się więcej o migracji męskich przodków czy ich pierwotnym pochodzeniu. Jakie  są najistotniejsze genealogiczne korzyści płynące z badań Y DNA i w jaki sposób się za nie zabrać?

Czym jest chromosom Y?


Chromosom Y - warunkujący męską płeć - jest jednym z najmniejszych chromosomów w ludzkim genomie. Jest przekazywany, podobnie jak DNA mitochondrialny, w niemal niezmienionej postaci z pokolenia na pokolenie. Mężczyźni dziedziczą go po ojcu, który odziedziczył go po swoim ojcu itd. Z czasem w chromosomie Y gromadzą się zmiany - mutacje - za pomocą których jesteśmy w stanie stworzyć genetyczne drzewo wszystkich mężczyzn na świecie oraz oszacować stopień pokrewieństwa pomiędzy dwoma dowolnymi mężczyznami (panie zamiast chromosomu Y otrzymują chromosom X, więc pozostaje im zachęcić do badań męskiego krewnego).

Mapa dominujących haplogrup i możliwych migracji (Wikimedia Commons)

Tak jak w genealogii tradycyjnej mówimy o nazwiskach, tak w genealogii genetycznej odnosimy się do haplogrup. Przykładowo najczęstszym genetycznym "nazwiskiem" w Polsce jest R1a1a. Gdyby haplogrupy miały zastąpić w Polsce nazwiska, mielibyśmy więcej osób o nazwisku R1a1a niż Kowalskich, Nowaków i Wiśniewskich razem wziętych - co drugi Polak nazywałby się R1a1a!


Genealogiczne zastosowanie chromosomu Y


Chociaż badanie chromosomu Y nigdy nie zastąpi badania DNA autosomalnego (który tracimy bardzo szybko - więcej na ten temat w artykule "Czy DNA dziedziczę po wszystkich przodkach?"), to w wielu przypadkach właśnie chromosom Y jest jedynym ratunkiem genealogicznym. Chromosom Y jest swego rodzaju listem przekazanym przez pradziadka, którego odczytanie wyjawi nam dodatkowe informacje o rodzinie. Poniżej przedstawiam kilka częstych genealogicznych zagadek, które można rozwiązać za pomocą badania chromosomu Y.

1) To samo nazwisko i parafia - czy jesteśmy rodziną?

Jedną z najczęstszych zagadek jest ustalenie pokrewieństwa między osobami noszącymi to samo - często rzadkie - nazwisko, których bezpośrednia męska linia pochodzi z tego samego obszaru geograficznego, a czasem tej samej parafii. Żeby rozwiązać tę zagadkę należy zbadać chromosom Y przedstawicieli obu tych linii. Na podstawie stopnia podobieństwa chromosomów Y jesteśmy w stanie stwierdzić, czy obaj mężczyźni są ze sobą spokrewnieni w niedalekiej przeszłości i jeśli tak - jak odległy jest ich najbliższy wspólny przodek w linii męskiej.

2) Czy drzewo genealogiczne jest prawidłowe?

Często zdarza się, że mamy bardzo dobrze opracowane drzewo genealogiczne, ale zastanawiamy się, czy właściwie zinterpretowaliśmy dokumenty lub czy genealogiczne pokrewieństwo jest tożsame z genetycznym (np. ukryte adopcje, dzieci spoza związku małżeńskiego itd.) W takim wypadku możemy badania rozpocząć od kilku męskich przedstawicieli rodu - najlepiej jak najdalej ze sobą spokrewnionych. Jeśli chromosomy Y będą zgodne, możemy stwierdzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, że genealogiczne pokrewieństwo pokrywa się z biologicznym.

3) Kto był ojcem nieślubnego dziecka?

W niemal każdym drzewie genealogicznym prędzej czy później natrafi się na dziecko, które przyszło na świat spoza związku małżeńskiego. W większości przypadków wpisy metrykalne nie zawierają prawie żadnych informacji pozwalających na zidentyfikowanie nieznanego ojca. Jeśli nieślubnym dzieckiem był syn, a jego bezpośrednia męska linia nie wygasła, możemy zbadać chromosom Y potomka, by dowiedzieć się więcej o nieznanym ojcu. Przy odrobinie szczęścia dowiemy się, do jakiej rodziny należał nieznany przodek - czasami zdarza się nawet, że udaje się dokładnie określić, kim był tajemniczy antenat. Jeśli przodek jest stosunkowo bliski, warto takie badania połączyć z testem autosomalnym (np. Family Finderem), żeby zwiększyć szanse na rozwiązanie zagadki.


4) Skąd pochodzą moi przodkowie?

Wielu genealogów natknęło się w swoich poszukiwaniach na rodzinne przekazy lub inne poszlaki wskazujące na niesłowiańskie pochodzenie rodu (np. żydowskie, olęderskie, niemieckie, brytyjskie, francuskie, węgierskie czy tatarskie). Chociaż nasza bezpośrednia męska linia jest zaledwie malutkim ułamkiem naszego drzewa przodków (ok. 0,01% w dziesiątym pokoleniu), to często o niej mówi się w domu najwięcej (najprawdopodobniej ze względu na dziedziczenie nazwiska i ziemi). Dzięki zbadaniu chromosomu Y możemy ustalić gniazdo i migracje naszej bezpośredniej męskiej linii. 

5) Genetyczni krewni

Ten scenariusz jest blisko związany z poprzednim - wielu genealogów pragnie odkryć krewnych z męskiej linii, dzięki którym mogliby lepiej poznać historię rodziny. Kontaktując się z genetycznymi krewnymi z chromosomu Y, możemy odkryć zaskakujące informacje, takie jak nieznane dzieci któregoś z przodków czy odległe emigracje krewnych z bocznych linii.

Podsumowanie


Mimo swych niewielkich rozmiarów chromosom Y jest bardzo cennym źródłem genealogicznym przy badaniu męskich linii i ich migracji. Pomoże nam zweryfikować hipotezę o pokrewieństwie dwu linii o tym samym nazwisku czy potwierdzić biologiczne pokrewieństwo między męskimi krewnymi. Dzięki niemu poznamy genetycznych krewnych, z którymi będziemy mogli nawiązać genealogiczną współpracę.

Jakie jest Twoje genetyczne nazwisko? Żeby zbadać swój chromosom Y lub któregoś z krewnych proszę kliknąć tutaj.



Obsługiwane przez usługę Blogger.